Internetowy Podróżniku,

Internetowy Podróżniku, kimkolwiek i gdziekolwiek jesteś, witam Cię serdecznie w moich skromnych, wirtualnych progach. Na tym małym kawałku mojej ambikowej szuflady, do której chowam różne przemyślenia i małe rękodzieła, te pisane, malowane, wydziergane czy gotowane oraz ulotne chwile, spojrzenia, to co mnie porusza, inspiruje, motywuje lub cieszy. Mam nadzieję, że spotkamy się znowu przy gorącym kubku herbaty aby przez chwilę zatrzymać się nad jakąś myślą, pomarzyć, pośpiewać, pośmiać się lub po prostu pomilczeć. Miło mi Cię gościć :) Proszę czuj się swobodnie, nie musisz zostawiać żadnych komentarzy, lajków, czy plusików, chyba że masz na to ochotę. Jeśli przeglądając moją szufladę choć raz zagości uśmiech na twojej twarzy lub zaduma na czole to będę zadowolona. Z pozdrowieniami :)

Aga, Ambikowo

wtorek, 11 lipca 2017

TAKA SYTUACJA... jak na obrazku...

Jakiś czas temu wpadłam na poniższe zdjęcie, które nasunęło mi pewną refleksję, zaczerpniętą z życia zresztą. 



Podpisałabym je tak:

"Tak, tak Kochanie, oczywiście. Zrobię wszystko tak jak chcesz. Jak zawsze przecież."

Co ciekawe osoba, która od razu wczuje się w pozycję kota doskonale będzie wiedziała o co chodzi. Myślę jednak, że druga osoba, która gra rolę psa może w ogóle nie pomyśleć, że jest tu o niej mowa.

Czasem możemy mieć zbyt wyostrzone widzenie opieki i troski o kogoś kogo kochamy. Myślimy, że bez nas w ogóle ten ktoś sobie w życiu nie poradzi. Co ciekawe możemy innym radzić w podobnej sytuacji np. aby rodzic dał więcej swobody nastoletniemu dziecku zupełnie nie widząc tego, że sami trzymamy kogoś "w swojej paszczy"...

Możemy zawsze mieć wytłumaczenie, że chcemy dobrze dla tej osoby i przecież ona akceptuje nas i chce działać tak jak jej powiemy, ale czy tak jest na pewno? Czy czyjeś działanie zgodne z naszą wola ale oparte na strachu jest takie samo jak to motywowane prawdziwą miłością, przyjaźnią i swobodą?

Kiedyś przeczytałam wypowiedź pewniej młodej osóbki, że chciałaby, aby jej kandydat na męża miał okazję i możliwość robienia złych rzeczy ale jednak wybierał, by nie działać w ten sposób". Czyż to nie ma większej wartości i nie pokazuje siły woli, decyzji i osobowości?

Nigdy nie będziemy pewni drugiej osoby jeśli nie damy jej prawdziwej wolności wyboru i nie pozwolimy działać inaczej niż sami uważamy za właściwe. Jeśli nie pozwolimy jej popełniać błędy i uczyć się na nich. Wiem, że to trudne, zwłaszcza w bliskich relacjach, doradzić i dać swobodę wyboru lub po prostu tylko wysłuchać i nic nie narzucać.

Powyższy obrazek sprawił, że zastanawiam się jaką ma wartość relacja na nim pokazana, pomimo wszystkich dobrych motywów i chęci? I co by było gdyby, pies otworzył szerzej swój pysk ...


sobota, 4 marca 2017

WIDOK Z POCIĄGU - historia z morałem

Ojciec i dorosły syn jechali pociągiem. Młody mężczyzna siedział przy oknie, gdy nagle z wielkim entuzjazmem zawołał:
- Tato, popatrz! Jedziemy, a drzewa zostają za nami!
Ojciec uśmiechnął się czule. Para, która siedziała obok niego z politowaniem popatrzyła na 24-latka, który zachowywał się jak dziecko. Krótko po tym syn ponownie z nieopisaną radością krzyknął:
- Tato, zobacz! Chmury podążają za nami!
Ojciec znów się uśmiechnął. Nagle siedzący obok ludzie zapytali:
- Proszę pana, nie lepiej byłoby pójść z synem do lekarza i go zbadać zamiast cieszyć się, że jest upośledzony?
Wtedy starszy mężczyzna uśmiecha się szeroko i mówi:
- Mamy już to za sobą. Właśnie wracamy prosto ze szpitala. Mój syn urodził się niewidomy, niedawno miał operację, a dziś odzyskał wzrok.


______________________

Możemy patrzeć i tak na prawdę nie widzieć, słyszeć ale nie słuchać, myśleć ale nie rozumieć. Dobrze jest zdawać sobie sprawę z naszych własnych niedoskonałości i nie być tak bardzo skorym do oceniania i krytykowania innych. Zbyt łatwo można się pomylić.

foto: pixbay.com

środa, 25 stycznia 2017

POŻAR - historia z... humorem i morałem


"Był sobie kościół i był sobie bar po drugiej stronie ulicy. Proboszcz od dawna zabiegał o to, by bar zamknąć, lecz właścicielowi wciąż udawało się jakoś swój interes bez szkody dla zysku prowadzić. Ksiądz groził karą boską, wyklinał, przeklinał i wzywał wiernych do modlitwy, aby niewygodnego przedsiębiorcę z pomocą bożą usunąć.

Bez efektu.

Aż kiedyś przydarzyła się burza. Pioruny waliły gdzie popadnie, a jeden rzeczywiście trafił w knajpkę, która niewiele myśląc wzięła się i spaliła do imentu. Właściciel także się nie zastanawiał, tylko wziął i z miejsca podał proboszcza do sądu, za to, iż to z jego przyczyny szkodę on sam jako człowiek interesu poniósł. Proboszcz oczywiście zaprzeczył:
- To jakiś absurd! - a po jego stronie opowiedziała się większość wiernych z parafii.

Rzecz jasna wkrótce spotkali się wszyscy w sądzie. Na rozprawie sędzia rozłożył przed sobą akta, przewertował, potoczył wzrokiem po sali i powiedział:

- Nie wiem, co tu się, kurde, dzieje, ale z tego co widzę w tych papierach, to mamy tu jednego szynkarza, który wierzy w potęgę sił boskich i setkę parafian wraz z księdzem, którzy temu stanowczo zaprzeczają... "

;)


foto: pixbay.com